Pokłuta




Kończą się dobre sny

teatrzyk zaczyna się dramtyczny



Myśli w głowie jak pociąg mkną nieubłaganie..



Pokłuta...

Przez tysiące igiełek...

...wątpliwości...

Małe sprawy stają się wielkimi...

..uzależnionymi...

...chaos moich uczuć...



inni...

...słowa tak fałszywe jak brudna kałuża..



Jestem wpłątana w pajęczyne...

uczucia...-miłości?

..jest mi tu dobrze..

Ale jak długo?

Monotonia szybko mnie nudzi..

przez to odsuwa od ludzi...



***



Ciemność...ludzie śpią...

a ja jestem nią...

która czuje sie obca...

żadnych celów nie mająca...

na swój żywot ciągle klnąca..



...zakochać

               ...kochać?

tak podobne różności...

-braterstwo i prawdziwa miłość...



Zabrnęłam za daleko...

a przyszła droga oczekuje moich stóp...

A ja tańcze jak pijana wśród dróg..

bezsilna!

bezbronna!!



Jest...!!!!

obcy człowiek- to nie wróg!Więc kto?

Jest mi potrzebny...

ale mój występek będzie haniebny...

gdy stope znów na tej drodze położe...



..o Boże...pomocy...

nie chcę ranić...kocham...

chcę ratować...

nie chcę zatapiać w moim morzu wątpliwości

pokłuta już do kośći...

niechęć do dalszej drogi u mnie gości..

Mam ochotę wyjśc z czterech ścian tego świata..

Było tak pięknie...Czy nie może być tak dalej?

tak lekko...

a teraz w tunelu...zwątpienia...

nigdy tak źle nie było...

dusza skulona z bólu...

a ból rozpala i pali na proch...

i zrzera każdą ochotę do dalszej egzystencji..

Rozumiem każdy gest..każdego zgrzytu słowo...

to boli...-nadwrażliwośc...i następna igła...

A myśli wciąz pokonują horyzonty...

nauczyłam umierać się w sobie..

Ale czy będę potrfiła się regenrować?



Strach uwierzyć...że wreszcie nie będę już chceć !!!













Czytany: 1550 razy

=>
Wierszy tego autora: