Ballada smoleńska


Ballada smoleńska

Jeszcze tylko obejmę twą dłoń

ty osłonisz mnie swoim oddechem

zanim w błocie smoleńskich błoń

odbijemy się głuchym echem.



Już uderza nas wiatru ryk

beznadziejne szarpanie steru

przyciąganie ziemi co znów

grzebie w sobie polskich oficerów



Może w gwiazdach potrzebny jest ślad

tam gdzie gaśnie dziś nasze spojrzenie

aby głosy milionów serc

obudziły polskie sumienie



Wiesz, że nasze obrączki dwie

zanim stopią się w obłoczek pary

wystukają ostatni wiersz

o potędze nierozsądnej wiary



Jutro wstanie wiosenny świt

w naszym oknie odbije się słońce

tylko kawy nie poda nikt

bo początek pomieszał się z końcem



Psalm Smoleński




Rankiem ozwał się łoskot kroków

defiladowy, równy marsz.

To szły kompanie po wyroku

każdy miał przestrzeloną twarz



ref: Jezu Chryste przewodniku nasz

najwierniejszy z naszych przyjaciół

czemu śmierci pokazałeś twarz

prezydenta wolnych Polaków?



Oficerowie polskiej armii

zaszczuci jak bezpańskie psy

każdy miał mundur z leśnej darni

szli na spotkanie prosto z mgły

ref:

I nagle niebo zaszumiało,

to świt podpalił ruski lont.

I orszak pojął co się stało,

bo oni przeszli właśnie stąd

ref:

Kolejny wagon ludzkich istnień,

kolejny dla historii łup.

Śmierć wzięła ludzi, których winę

obwieścił azjatycki knut

ref:

Stoi prezydent na apelu

wokół szeregi ludzki mar.

Czemu was przyszło tu tak wielu?

Czemu świat ślady wasze starł?

Ref:

Bo my jesteśmy polską armią,

wytrwałą jak stepowy wiatr.

Kruki się naszym mięsem karmią

lecz szyk trzymamy, mimo strat.

Ref:

I doczekamy nowej wiosny,

synowie wzrosną z naszej krwi,

bo o nas szumią ruskie sosny,

a w czaszkach cierń zbawienia tkwi.



Kraków kwiecień 2012

bo początek zamienił się z końcem.


Czytany: 164 razy

=>
Wierszy tego autora: