Wolf Köhler
( 07 - 12. 2009 ) Z cyklu - "wiersze berlińskie"
KREUZBERG CAFFE
nie ma filozofii w pieprzeniu o mieście.
przekroczyć szarą wstążkę legii
cudzoziemskiej: po drugiej stronie twarzy
jawię się mniejszością, czarną, z dzieckiem
przy ustach. przez zielone ruszam
jak za starych, gniewnych.
te pasy sugerują, jednak dzisiaj, gott dankend,
nazywam je przejściem.
e - dur nadal nie stroi a w görlitzer park
psy, z rottweilerami, okupują schwarza.
siewca versus zbieracz,
szlag z bogiem wszelakim, berlin!
tu i teraz!
do koncertu godzina,
młodych biorę na smycz.
***
TIER GARDEN
ty się nie smuć, icek, zerwali się ludzie!
najpierwsze po bogach ptaki, kapitany;
w od – do zaplatani, nie przeszli betonu,
zmarszczką pionową zdzielony przed wodą,
szary post maceboski. na platz, aleksander
każdy kij miał dwa kolce, a karabin pana.
mały ahmed, akbar – pół chłopiec, półksiężyc
er versteht nur bahnhof, mama jakieś pewnie,
to każdy fersztejen. szeleszczą pod nogami
nieznane wyrazy; zamiast pochodni, w parkach
lampiony się pali, chodź, bonnie, wrócimy; gdzie
kiedyś mogiły, stary niedźwiedź, mocno.
zbiegani kolor śnimy
***
WOLNE MIASTO BERLIN
znowu chcą mnie, z mojego, koło piątej rano.
dziecinny wózek, schatzie, z kilogramem soli!
raus off – replay z malarza; nucąc la grange, udaję
rock and roll nazistę, most nad rio grande
święty od nazwiska, tylko wśród papieży historia
łagodnie; nasz, wasz – ganz egal!
tu, u nas, na granicy, dalej drzwi się kopie,
jest złodziej i jest szwab.
wychodzę na kreuzberg
***
WOLVES OF NOISY
Ty jesteś miasto, zdziczałe.
pomiędzy sierść wpełzam, pomiędzy arterie.
ty – drapieżne, w sobie.
pasożyt, który wypija powietrze, nie jest
obrazową metaforą strachu, a śladem zaledwie,
ze struny na strunę dźwiękiem, na wymarciu.
stygną ślady palców w nową prehistorię.
innego ciężaru nabierają słowa, odrzucane z czoła
ruchem tak nerwowym, że gryzie wędzidło.
wieczór? za rogiem w lewo. w zaułku nagość
doznań, święta prostytucja; jest nas na tyle wielu,
żeby proklamować, z cegieł, niepodległą;
owinięci murem, tworzymy podwórko
- kiedy spadają, łukiem, niedopałki,
dzieci, te z new age, pomyślą życzenia.
tylko phil, idiota, uczy szczury pamiętać
rytmikę delirium. kiedyś dla nich zagra.
***
|
| | Odsłon: 56 |
Aby wystawić komentarz, należy się zalogować. Jeśli jeszcze nie masz konta, możesz założyć je teraz. |
|
| Aktualnie brak komentarzy do tego wiersza. |
|