Wolf Köhler
AUTOBIOGRAFIA NASTROJOWA MARKIZA DE SOUND
Zimą zrzucili deszcze, miały kwaśne twarze.
Tworzywo sztuczne z oczami, umazane złością,
schowane za prognozami, w parasolach żyły
pełne magazynki. będzie lato - jeszcze?
oficer w kamuflażu przystawił mi do głowy
zimną martyrologię, odcień sepii – martwej,
diabeł (tu znaczeniowo, nie jako ciąg zdarzeń)
znowu szczy na kartkę
długopis, w sensie „parker”, emabluje saxem
zastrzelony przez kroplę, coraz bardziej moknę
(może to był klarnet)
|
| | Odsłon: 112 |
Aby wystawić komentarz, należy się zalogować. Jeśli jeszcze nie masz konta, możesz założyć je teraz. |
|
| Aktualnie brak komentarzy do tego wiersza. |
|