Szymborska Wisława
Koloratura
Stoi pod peruczka drzewa,
na wieczne rozsypanie spiewa
zgloski po wlosku, po srebrzystym
i ceinkim jek pajecza wydzielina.
Czlowieka przez wysokie C
kocha i zawsze kochac chce,
dla niego w gardle ma lusterka, trzykrotnie slowek cwiartki cwierka i drobiac grzanki do smietanki karmi baranki z filizanki
filutka z filigranu.
Ale czy dobrze slysz? Biada!
Czarny sie fagot do niej skrada. Ciezka muzyka na kruczych brwiach porywa, lamie ja wpol ach -
Basso Profondo, zmiluj sie,
doremi mane thekel fares!
Chcesz, zeby zmilkla? Uwiesc ja
w ziemne kulisy swiata? W kraine
chronicznej chrypki? W Tartar kataru? Gdzie wiekuiste pochrzakiwanie?
Gdzie poruszaja sie pyszczki rybie dusz nieszczesliwych? Tam?
O nie! O nie! W godzinie zlej
Nie trzeba spadac z miny swej!
Na wlosie przeslyszanym w glos
tylko sie chwilke chwieje los,
tyle, by mogla oddech wziac,
gdzie wraca w krysztal vox humana
i brzmi jak swiatlem zasial.
Sol 1962
|
| | Odsłon: 2253 |
Aby wystawić komentarz, należy się zalogować. Jeśli jeszcze nie masz konta, możesz założyć je teraz. |
|
| Aktualnie brak komentarzy do tego wiersza. |
|